CO JEST W TEJ DZIURZE? 


Michał Matys, Artur Włodarski, Sławomir Zagórski 

 

Uparł się, że na archeologii uda mu się zarobić. Udało się dopiero w tym roku

(reportaż został opublikowany w „Gazecie Wyborczej”, 28 lipca 1999)

 

Jeden został policjantem, drugi - maklerem giełdowym, trzeci - dyrektorem w urzędzie wojewódzkim, czwarty - opiekunem w domu dla dzieci specjalnej troski, piąty wyjechał do Hiszpanii i ożenił się z córką jubilera. Co robi czterech pozostałych? Tego Piotr Papiernik nie wie. 
Było ich dziesięciu na roku. Dziesięć lat temu skończyli archeologię na Uniwersytecie Łódzkim. Naukowcem został tylko Piotr Papiernik. 
Zaczął pracę w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi. Żona nie była zadowolona. W muzeum dostaje się teraz na rękę 700 zł. 
Ale on uparł się, że na nauce uda mu się zarobić. Udało się, choć dopiero w tym roku. W maju Piotr Papiernik zaczął wykopaliska w Bełchatowie - jedne z największych w Europie. Pracuje tam 200 osób. 

 

10 tys. lat temu nad Krasówką 


Za Gierka koło Bełchatowa wykopano w ziemi wielką dziurę: 7 km długości, 1,5 km szerokości, 200 m w dół. Z dziury wydobywa się węgiel brunatny. Obok stanęła elektrownia. Trzy lata temu postanowiono wykopać drugą dziurę i postawić drugą elektrownię (prąd z węgla brunatnego jest dwa razy tańszy niż z węgla kamiennego ze Śląska). 
Przez środek przyszłej dziury płynie rzeka Krasówka. Ludzie osiedlili się nad nią ponad 10 tys. lat temu. Pozostały po nich osady i groby. Trzeba je odsłonić przed 2002 r., gdy ruszą koparki. Przeprowadzenie badań archeologicznych nakazuje kopalni ustawa o ochronie dóbr kultury. Ale Jacek Kaczorowski, dyrektor ds. inwestycji i rozwoju kopalni, wierzy, że archeologia będzie dla jego zakładu wielką reklamą. 
- Chcemy pokazać, że kopalnia to nie tylko degradacja środowiska, jak piszą o nas gazety. Zmienimy ten obraz, gdy damy pieniądze na naukę! - zapowiada. 
Szef EuroPolGazu, budującego gazociąg z Rosji do Europy Zachodniej, dostał wysokie odznaczenie państwowe od prezydenta Kwaśniewskiego. Nie za zasługi dla gazownictwa, ale dla nauki polskiej - za sponsorowanie archeologii. 
Dyrektor Kaczorowski z kopalni Bełchatów chciałby mieć taką reklamę jak EuroPolGaz. 

 

Przetarg na naukowców 


Kopalnia Bełchatów ogłosiła w grudniu 1998 r. przetarg. Zapytała uniwersytety w całej Polsce: za ile przeprowadzą wykopaliska, czy opublikują wyniki odkryć i w jaki sposób mogą reklamować kopalnię. 
Odpowiedziały wszystkie uczelnie. Proponowane ceny za wykopaliska różniły się kilkakrotnie. Cena jest tajemnicą handlową. Ale wiadomo, że liczy się ją w milionach nowych złotych. 
- Wygrali najlepsi i najtańsi. Wolny rynek dobrze zrobił naukowcom - zaciera ręce Jacek Kaczorowski. 
Kopalnia wybrała ofertę złożoną wspólnie przez dwie fundacje naukowe. Pierwszą założył Piotr Papiernik z Łodzi. Druga - powstała w Poznaniu i brała udział w wykopaliskach archeologicznych wzdłuż budowy gazociągu z Rosji do Europy Zachodniej. Tamte wykopaliska zakończyła wielka wystawa w Strasburgu w siedzibie Parlamentu Europy. 

 

Ogrodnik i grobowce rolników 


Na początku lat 90. Piotr Papiernik miał do wyboru: wegetować na garnuszku budżetówki albo zdobyć pieniądze na badania naukowe. Z czterema znajomymi archeologami i dyrektorem Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi w 1991 r. założyli fundację, którą nazwali imieniem prof. Konrada Jażdżewskiego, jednego z największych polskich archeologów. 
Zaczęli od szukania sponsorów. Z książki telefonicznej wybrali 200 przedsiębiorstw z Łodzi i wysłali do nich listy z prośbą o pomoc. Nadszedł tylko jeden przekaz na 50 zł od pewnego ogrodnika. Podziękowali mu i zaprosili na sympozjum naukowe. Ale ogrodnik się nie pojawił. 
Koledzy naukowcy pukali się w głowę. 
Potem Papiernik wpadł na kolejny pomysł. Zaczął organizować wycieczki dla szkół po wykopaliskach i rezerwatach archeologicznych w Polsce. 
- Większość rezerwatów jest zapomniana. Zarósł je las, rozwaliły się płoty. Ale wycieczki okazały się dochodowe - wspomina Papiernik. 
Pokazywał uczniom długie na sto metrów grobowce na Kujawach, w których pięć tysięcy lat temu chowano rolników oraz kamienne kręgi w Borach Tucholskich przypisywane Gotom, którzy wylądowali na Pomorzu Gdańskim na początku naszej ery. Na wycieczki było dużo chętnych. Chciało je nawet wykupić pewne biuro podróży. 
- Zrezygnowaliśmy, bo nie nadążaliśmy ich organizować. Musielibyśmy przekształcić się w firmę turystyczną - mówi Papiernik. 
Za pieniądze z wycieczek fundacja wydała „Pamiętniki” swojego patrona prof. Konrada Jażdżewskiego. Inni naukowcy przestali się pukać w głowę. Zaczęli zazdrościć. 

 

Kartel archeologiczny 


W 1994 r. dr Ryszard Mazurowski z Poznania siadł przy komputerze, policzył, ile kosztuje godzina wykopalisk (pracy archeologów i robotników) oraz ile trzeba godzin, by przekopać ar ziemi. Potem przygotował ofertę dla spółki EuroPolGaz, która budowała gazociąg z Rosji do Europy Zachodniej. 
- W kraju zaczynały się wielkie inwestycje, a my szukaliśmy pieniędzy na badania - mówi dr Mazurowski. Założył prywatną firmę, a potem dogadał się z najważniejszymi w Poznaniu ośrodkami archeologicznymi: Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza, Polską Akademią Nauk i Muzeum Archeologicznym. 
- Zamiast konkurować ze sobą w przetargach, założyliśmy coś na kształt monopolu czy kartelu - mówi doc. Lech Czerniak z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu. 
Utworzone przez nich Centrum Badań Archeologicznych wygrało w 1994 r. przetarg na najdłuższy odcinek wykopalisk wzdłuż gazociągu. W tym roku poznaniacy wspólnie z łódzką fundacją zaoferowali swe usługi kopalni Bełchatów. 

 

W Bełchatowie jak w Asuanie 


- Archeologia ma swoje pięć minut. Mamy boom badań ratowniczych - mówi doc. Lech Czerniak. 
Opowiada, jak w czasie budowy Nowej Huty naukowcy wyciągali zabytki z ziemi, a tuż za nimi jechał spychacz. Także Gierek chciał szybko zbudować Hutę Katowice i nie było czasu na wykopaliska. A w Bełchatowie naukowcy przekopią 600 hektarów. 
- Wykopaliska ratownicze na tak wielką skalę można porównać z akcją archeologiczną w Egipcie w latach 60. przed budową tamy asuańskiej na Nilu - mówi Piotr Papiernik. 
UNESCO ogłosiło wtedy międzynarodową akcję ratowania egipskich zabytków. Na terenie, który miał być zalany, znajdowały się kamienne świątynie faraona Ramzesa II i jego żony Nefertari z II tysiąclecia p.n.e. Archeolodzy pocięli je na kawałki i przenieśli na pustynię. Polacy odkryli wtedy w Faras wczesnochrześcijańskie freski, które można dziś oglądać w Muzeum Narodowym w Warszawie. 
- W Bełchatowie kamiennych świątyń nie odkryjemy. Ale odkopiemy osady i cmentarzyska. Sfotografujemy je, opiszemy i w ten sposób uratujemy przed zapomnieniem - mówi Piotr Papiernik. 
Wydobyte z ziemi gliniane popielnice, broń i metalowe ozdoby pojadą do muzeów w Łodzi i Poznaniu. 
Dyrektor Kaczorowski z kopalni marzy o wielkiej wystawie. Może nawet w kilku miastach Polski. Gdy za Gierka powstała pierwsza odkrywka, także badali ją archeolodzy, ale państwowi. Dyrektor Kaczorowski macha ręką: - Nie powstało żadne drukowane opracowanie! Co innego teraz. Płacimy i możemy wymagać monografii! 
Kopalnia zatrudniła archeologa, który ma kontrolować prace. Ale dyrektor przyznaje: - Naukowcy sami wzięli się ostro do roboty. Praca idzie dużym frontem! 

 

Wykop pierwszy: życie codzienne w III w. 


Po pierwszym wykopie oprowadza mnie Wojciech Siciński, starszy kustosz w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi. 14 lat pracy, 770 zł na rękę, żona i dziecko. 
- Gdyby nie te wykopaliska, mógłbym wbić zęby w ścianę - mówi. 
Pod Bełchatów przyjechał w maju. Z robotnikami przekopał już ponad hektar (tyle ile przez 11 lat badań pod Kaliszem, gdzie Siciński odkrył osadę z początków naszej ery). Pod Bełchatowem odkopał już osadę z III-IV wieku n.e kultury przeworskiej. Do niedawna podręczniki informowały, że kulturę tę stworzyli Słowianie. Teraz coraz więcej naukowców uważa, że Słowianie przybyli na te tereny dopiero w V-VI w. n.e. znad Morza Czarnego. 
Osada na pewno trafi do podręczników szkolnych, a do końca lata Siciński odsłoni jeszcze trzy hektary. Dotąd żadna osada w Polsce nie została odkopana na tak wielkiej powierzchni. Dowiemy się dzięki temu, jak wyglądało w niej życie codzienne. 
- Może w pobliżu uda się nam odkryć cmentarzysko - ma nadzieję Siciński. 
Robotnicy wyciągnęli już z ziemi kilkadziesiąt tysięcy fragmentów naczyń z gliny. Ze wszystkich wykopów wokół Bełchatowa będą ich tony. 

 

Wykop drugi: modne urny z twarzami 


Kierownika sąsiednich wykopalisk akurat nie ma. Oprowadza mnie zastępujący go archeolog Marek Urbański. Pracuje w Muzeum Okręgowym w Sieradzu. Ile tam zarabia, nawet nie pytam. W Bełchatowie zatrudniła go fundacja. 
Wykopaliska zajmują dwa, może trzy hektary. Odkryto tu osadę tzw. kultury pomorskiej. Urbański sądzi, że wzbudzi ona sensację naukową. 
Kultura ta powstała na Pomorzu Gdańskim w VI wieku p.n.e. Wtedy pojawiły się tam gliniane urny z wizerunkami twarzy ludzkich. Naukowcy podejrzewają, że kultura ta powstała pod wpływem Etrusków, którzy mieli podobne zwyczaje pogrzebowe,a z Pomorza sprowadzali bursztyn. Kultura pomorska rozprzestrzeniła się na południe i wschód. Zagadką jest, czy wędrowali ludzie, czy tylko moda na urny z twarzami. 
Dotąd odkrywano głównie groby kultury pomorskiej. Natrafiono tylko na kilka śladów osad. Koło Bełchatowa uda się zbadać całą osadę. 
- Mam poczucie, że tworzę polską archeologię - mówi Marek Urbański. - No i wreszcie zacząłem zarabiać. Żona ciągle narzekała, że pracowałem za psie pieniądze.
 
Wykop trzeci: z zasiłku do spychacza

 
Po trzecim wykopie jeździ spychacz i dopiero zrywa wierzchnią warstwę ziemi. Dwaj studenci wytyczają sznurkiem granicę wykopu. 
Ireneusz Marchelak pilnuje, by pług nie rył za głęboko. Marchelak skończył archeologię trzy lata temu i poszedł na zasiłek. Myślał, że z kariery naukowej nic nie wyjdzie. Ale udało się załatwić dotację urzędu pracy na etat w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi. 
A teraz lepiej nie mógł trafić. W archeologii nie ma pracodawcy, który - tak jak fundacja - miesięcznie płaci 2 tys. zł. 
Na złe czasy narzeka za to operator spychacza. Kopalnia wysłała go do pomocy naukowcom. Operator z nostalgią wspomina lata 80. Teraz zarabia ledwie tysiąc złotych. Ale nie to jest najgorsze. Po drugiej stronie szosy stoi budka, a w niej siedzi facet. Pilnuje spychaczy, aby po godzinach nikt ich nie podprowadzał na prywatne budowy. 

 

Niska cena, szybki zysk 


Doc. Ryszard Grygiel, dyrektor Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi, chce, by bełchatowska wystawa trafiła do jego muzeum. Sam prowadził przez ćwierć wieku wykopaliska na Kujawach - miały powierzchnię pięciu hektarów i uchodziły za jedne z największych w kraju. Tyle samo ma teraz jeden wykop w Bełchatowie. 
- Środowisko naukowców jest nieruchawe. Wszyscy wyciągają rękę do państwa i kłócą się, że dostają za mało - mówi doc. Grygiel. 
Twierdzi, że większość uniwersytetów nie potrafiła nawet przygotować konkretnej oferty z ceną wykopalisk dla kopalni w Bełchatowie i odpadła na początku przetargu. 
- A przecież nie unikniemy konkurencji - tłumaczy. - Gdy wejdziemy do Unii, zachodnie instytuty będą mogły prowadzić w Polsce badania i konkurować z nami. Jeśli Unia da Polsce pieniądze na autostrady, także zachodni archeolodzy będą starać się o prowadzenie wykopalisk. Ale wierzę, że z referencjami z Bełchatowa będziemy mogli konkurować w Unii!
Obawia się tylko, by zbyt ostra konkurencja nie zaszkodziła archeologii. Powstają wciąż nowe fundacje. Wielu archeologów założyło prywatne firmy. Żyją ze zleceń od drobnych inwestorów: sprawują nadzór archeologiczny nad wkopaniem kabla telefonicznego albo budową stacji benzynowej. 
- W kapitalizmie konkurencja wymusza obniżanie ceny towaru - mówi doc. Grygiel. - Wielu archeologów, by zdobyć zlecenia, proponuje ceny na granicy opłacalności. Nastawiają się na szybki zysk. Czy w tej sytuacji możemy być pewni, że odkryją i wykopią wszystkie zabytki? Przecież szybciej zarobią, gdy nic nie odkryją! 
Doc. Grygiel zastanawia się, czy nie zaproponować naukowcom powołania komisji etyki. 
- Najlepszych naukowców powinien utrzymywać budżet - jest pewien doc. Lech Czerniak z Poznania. - Bez uniwersytetów, PAN i instytutów nie będzie największych odkryć, a nauka zginie. 

 

Z hurtowni na wykopki 


Poznańscy archeolodzy za zarobione pieniądze budują magazyn na zabytki. 
Piotr Papiernik chce część zysków z wykopalisk w Bełchatowie przeznaczyć na badania laboratoryjne, o których budżetówka może tylko marzyć. Będzie można na przykład określić wiek zabytku po zbadaniu zawartości węgla albo składu pyłków roślin. 
Na razie będzie musiał dać etat księgowej w fundacji (pracuje na umowę o dzieło) i zatrudnić sekretarkę. Inaczej nie da się zapanować nad 200 pracownikami. 
- Liczę wszystko, żeby fundacja nie splajtowała, zanim kopalnia nam zapłaci - mówi Papiernik. 
Do Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, w którym pracuje doc. Lech Czerniak, napisała niedawno absolwentka archeologii sprzed sześciu lat. Zna kilka języków obcych. Wiele jeździła po świecie. Zrobiła karierę w biznesie. Nieźle zarabia. Teraz jest szefową działu marketingu w wielkiej hurtowni piwa. W liście pytała o możliwość pracy w archeologii. 
- Studenci, którzy teraz kończą studia, po raz pierwszy od lat mają szansę, aby zostać naukowcami - mówi doc. Czerniak. 
Do Piotra Papiernika zadzwonił jeden z dziesięciu kolegów z roku. Także pytał, czy może wrócić do zawodu. 


 

 

<CS_ADHUB>

POLITYKA PRYWATNOŚĆI

REPORTAŻE