KRÓL POWIETRZA 


Michał Matys

 

- Mamy do czynienia z niebiańskim urządzeniem, które robi dla nas wszystko, a lada chwila przemówi. Pochodzi prosto ze snu Polaków o Ameryce - mówi dr Bogusław Kwarciak, psycholog.

(reportaż ukazał się w „Magazynie Gazety Wyborczej”, 4 września 1998; znalazł się również w książce „100/XX. Antologia polskiego reportażu XX wieku”, wydanej w 2014 roku) 

 

Ukryła go wśród ubrań. Wiedziała, że mąż jej nie wybaczy. Postanowiła wyznać mu ten grzech w dogodnym momencie. Po tygodniu mąż zajrzał do szafy. 
- Wyrzuć go, bo nie mam gdzie wstawić butów - powiedział. Marta B. wpadła w panikę. Skłamała, że odkurzacz pożyczyła od siostry. Dopiero po pół roku przyznała się, że kupiła go od akwizytora za sześć tysięcy złotych. 
Odkurzacze Rainbow (z ang. tęcza) produkuje amerykańska firma Rexair (w tłum. król powietrza) z Michigan. Sprzedają je domokrążcy na całym świecie. W Polsce osiągnęli jeden z największych sukcesów w Europie. 

 

Rozmasuje ci plecy 


Odkurzacz Marty B. podzielił rodzinę. Mąż nienawidzi go. Kosztował połowę tego, co auto. Raty za „malucha” [popularne auto w PRL - Fiat 126p – red.] już spłacili, odkurzacz będą spłacać jeszcze dwa lata. 
Marta wierzy w to, co powiedział akwizytor: - To nie jest zwykły odkurzacz. Ta maszyna pomaga ludziom w życiu. Pracowali nad nią inżynierowie z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. Ma tyle zastosowań, ile tęcza barw. 
Odkurzacz przypomina małego robota z „Gwiezdnych wojen” Lucasa. Gdy pracuje, buczy tak głośno, że nie da się rozmawiać. Ma cztery kółka, zbiornik na wodę, dwie szczotki z własnym napędem: wielką do trzepania dywanów i małą do czyszczenia foteli. 
- Akwizytor nazywał je „Murzyn” i „Murzynka” [w latach 90. nie obowiązywała poprawność polityczna – red.]. Zapewniał, że wykonają za mnie wszystkie prace - opowiada Marta B. - Założył „Murzynkę” i zaczął mi nią jeździć po plecach. Przekonywał, że nadaje się do masażu. 
Do zbiornika z wodą można wlać kilka kropelek olejku eukaliptusowego. Odkurzacz zamienia się wtedy w inhalator i usuwa katar. 
Latem wrzucamy do wody kostki lodu - mamy klimatyzator. Zimą nalewamy wrzątku - mamy grzejnik. 
Marta B. boi się panicznie, że mąż sprzeda odkurzacz bez jej wiedzy. 

 

Pokona bestię z tapczanu 


Do mnie też przyjechał akwizytor. Młody, w garniturze, z dwoma pudłami. Na początek pokazał mi obrazek. Był na nim wielki, ohydny pajęczak z włochatymi nogami. Jego gęba szczerzyła kły. 
Był to roztocz. 
- Ma pan ich w domu miliony. Wczepiają się w fotele, dywan, nawet w pościel - wyjaśnił. 
Zerknąłem na swój tapczan. - One nie gryzą - uspokoił mnie akwizytor. - Ale robią kupy. Naukowcy policzyli, że jeden gram kurzu zawiera ćwierć miliona ich kup. Większość ludzi jest na nie uczulona. Niektórzy zapadają na astmę, inni mają złe samopoczucie. O tym się nie mówi. A to są fakty! 
Wyjął z pudła lampę i zaczął walić ręką w mój tapczan: - Proszę patrzeć pod światło. W kurzu fruwają odchody roztoczy. A jak tam z pańskim zdrowiem? Nie kaszle pan, a może kicha? - zainteresował się. - Domowe powietrze z odchodami roztoczy może być bardziej niebezpieczne od spalin na dworze. Odkrył to w Ameryce wybitny alergolog, doktor Alfred Zamm! Zwykle zaczyna się niewinnie od bólu głowy, potem ma pan mdłości, a kończy się... 
Zawiesił głos i obwieścił: - Ale Amerykanie to mądry naród. Wymyślili Rainbow. To urządzenie łapie roztocze i usuwa ich kupy. 
Zacząłem się poważnie zastanawiać nad zakupem. 

 

Dokona zabójstwa 


Antoni G. jest przekonany, że Rainbow „uratował mu życie”. Trzydziestoletni dyrektor firmy reklamowej cały dzień spędzał w biurze. - Gdy wracałem do domu, padałem na łóżko i chorowałem - opowiada. - Bolała mnie głowa. Nie nadawałem się do niczego. Lekarze nie potrafili mi pomóc. 
Pewnego dnia lekarka z przychodni zaproponowała mu wizytę akwizytora firmy Rexair. Antoni odkrył wtedy przyczynę dolegliwości. 
Akwizytor „zdemaskował” stary odkurzacz państwa G. 
- Nazwał go zakurzaczem - mówi z przejęciem Antoni. - Kazał go włączyć i podświetlił lampą. Zobaczyliśmy, jak kurz wylatuje z tylnego otworu naszego odkurzacza, unosi się w górę i rozprasza po pokoju. 
- Fachowo mówimy na to „zabijanie starego odkurzacza” - wyjaśnia mój znajomy akwizytor. 
Antoni G. wyrzucił stary odkurzacz i kupił Rainbowa. Twierdzi, że po powrocie z pracy do domu jest w doskonałej formie. 

 

Wyssie kluczyki i upije gości 


Pani Ewa Z. mówi o swoim odkurzaczu „mój najlepszy przyjaciel”. 
- Przepycha mi zlew, zbiera rozlaną wodę, nadmuchuje materac i wysysa powietrze z poduszek, aby zajmowały mniej miejsca w szafie. 
- Gdy tylko go zobaczyłam, poczułam, że muszę go mieć - na wspomnienie wizyty akwizytora lekko się rumieni. 
Ewa Z. jest biologiem na emeryturze. Czystość jest dla niej sprawą honoru, a akwizytor udowodnił, że wersalka w salonie była brudna. Woda w zbiorniku odkurzacza zamieniła się w błoto z czarną pianą. 
- Pomyślałam sobie: Co tam! Najwyżej nie pojadę na wczasy na Majorkę - mówi pani Ewa. 
Akwizytor przekonywał, że odkurzacz może przydać się także mężczyźnie. Opowiedział, jak kluczyki do auta wpadły mu do studzienki kanalizacyjnej. Pobiegł po Rainbowa, a ten natychmiast je wyssał. 
Odkurzaczem można nawet upić gości. Wystarczy wlać setkę do zbiornika, włączyć silnik i poczekać pięć minut, aż nawdychają się oparów alkoholu. 
- Ta maszyna za głośno warczy - krzywi się mąż pani Ewy. 
- Za to ma złotą śrubkę w wirniku - przerywa mu pani Ewa. 

 

Stworzy łańcuszek szczęścia 


Roman Sacha, szef biura Rainbow, które sprzedaje najwięcej odkurzaczy w Warszawie, przypomina pastora: czarny strój, przenikliwy wzrok, łagodny głos. Odmawia rozmowy: - Nie zabiegamy o reklamę w mediach. Ludzie sami zapraszają nas do domów. 
Ci, którzy kupili odkurzacze, zwykle namawiają znajomych do spotkania z akwizytorem. Jeśli zorganizują takie spotkania, dostaną w prezencie dodatkowe wyposażenie. 
Antoni G. dostał szczotkę do prania dywanów (podobno jest warta kilkaset złotych). Była nagrodą za to, że namówił na spotkanie cztery rodziny, a dwie z nich kupiły odkurzacze. 
Marta B. wysłała sprzedawcę odkurzaczy do sąsiadów w bloku. Zgodzili się go przyjąć, ale wyrzucili za drzwi, gdy po godzinie zdradził cenę. 
Ewa Z. zaklina się: - Naprawdę starałam się. Ale nie znalazłam nikogo wśród znajomych, kto poświęciłby się dla mnie. Nikt nie chciał zobaczyć odkurzacza. 

 

Wyśle do Rio 


Na rozmowę ze mną godzi się akwizytor, który niedawno zmienił pracę. Mimo to prosi o anonimowość. 
- Proszę nie nazywać nas akwizytorami! Jesteśmy prezenterami - oburza się. - Akwizytor to ktoś, kto puka od drzwi do drzwi, a my przychodzimy tylko do wybranych. 
Przed pięciu laty rzucił dla odkurzaczy państwową posadę. 
- Sprzedaż bezpośrednia w domu klienta to wyzwanie naszych czasów. Moda na nią przyszła z Ameryki. Ludzie w Polsce mają pieniądze! Gdyby pan widział, kto kupuje odkurzacze. Pamiętam dom, który nie różnił się od stodoły, i faceta w gumiakach, który wyciągnął gotówkę z kieszeni - opowiada. 
W końcu 1995 r. sprzedawano w Polsce ponad cztery tysiące odkurzaczy Rainbow miesięcznie. Przeglądam wewnętrzną gazetkę Rainbow. Czytam, że prezenterzy odkurzaczy to jedna wielka rodzina. Zwraca się do nich Elżbieta Granowska, szefowa firmy w Polsce: „W Rainbow nie ma rzeczy niemożliwych. Na stro-nach tej gazety są wyłącznie ludzie sukcesu, którzy realizują swoje marzenia”. 
Dalej zdjęcia nagrodzonych za największą sprzedaż. Podpisy: „Pan X zażywa kąpieli słonecznej na Wyspach Kanaryjskich”, „Pan Y z żoną w Rio de Janeiro”, „Pan Z dostał Złotą Lampę” (trzyma tylko pozłacaną rączkę) do demaskowania starych odkurzaczy. 

 

Uwiedzie lekarza 


Zapytałem lekarzy, czy przepisaliby alergikom Rainbow na receptę. 
- Wino lub piwo także przepisuje się chorym. Dlaczego nie odkurzacz? Można potraktować go jako urządzenie do zwalczania roztoczy i sprzedawać w sklepie medycznym - pokpiwa Piotr Rapiejko, kierownik Ośrodka Badania Alergenów Środowiskowych w Warszawie. 
Według niego żaden odkurzacz nie da gwarancji całkowitego usunięcia roztoczy z materiału. Zabija je pranie w temperaturze 60 stopni Celsjusza lub zamrożenie poniżej minus 20 stopni. 
- Rainbow zyskał sławę, bo to pierwszy odkurzacz na naszym rynku o dużej sile ciągu. Ale wydaje mi się, że wiele innych jest równie skutecznych. Znajomym polecam odkurzacze Zelmera. Najdroższy z nich, Wodnik, jest kilkakrotnie tańszy od odkurzacza Rainbow - dodaje Piotr Rapiejko. 
Inny lekarz mówi: - Zamiast odkurzacza za sześć czy siedem tysięcy złotych wolałbym zatrudnić sprzątaczkę na dwa lata. Ale pod nazwiskiem tego nie powiem. Nie chcę się narażać kolegom, którzy polecają Rainbow. 
- W samej Ameryce różnie pisze się o Rainbow. Czytałem w magazynie konsumenckim „Consumer Reports” z 1993 r., że nie łapie jakichś pyłków - mówi z satysfakcją Grzegorz Darłak, szef marketingu w rzeszowskim Zelmerze. - Nasze odkurzacze są najlepsze, bo mają podwójne filtry. Zatrzymują nawet wirusy. Może nie wszystkie, ale te większe - zapewnia. 
Dla potwierdzenia przysyła faksem opinię Politechniki Rzeszowskiej, że użyte przez Zelmera filtry „usuwają wirusy ospy, grypy i prawdopodobnie część większych cząstek wirusów pryszczycy bydła”. 
- Wszystko polega na sztuce sprzedaży - uważa szef marketingu rzeszowskiego Zelmera. 

 

Zrobi cię bogaczem 


Psycholog dr Bogusław Kwarciak z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który specjalizuje się w oddziaływaniu reklamy na ludzi, zetknął się z odkurzaczem Rainbow w czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych. Za wycieraczką samochodu znalazł ulotkę z obietnicą prezentu: pięciu kilogramów szynki lub kompletu noży kuchennych za spotkanie ze sprzedawcą. 
- Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaką siłę ma sprzedaż bezpośrednia. 
Według niego Polacy pamiętają ekspedientki sprzed dziesięciu lat, które patrzyły zza lady z pogardą na klientów. Dlatego akwizytorzy odnoszą u nas sukcesy. 
- Rainbow to szczyt osiągnięć amerykańskiego wzornictwa lat 50., epoki robotów kuchennych. Przeznaczony dla klasy średniej. Mnie przypomina skrzyżowanie typowego amerykańskiego produktu z nocnikiem. Ale jest elementem snu Polaków o zasobnej Ameryce, w którym spełniają się marzenia - twierdzi Bogusław Kwarciak. 
Doktor Kwarciak uważa, że sprzedawcy celowo tworzą całą „mitologię” wokół odkurzacza. Ktoś, kto go kupuje, wchodzi do elitarnego klubu posiadaczy. 
- W Polsce pojawił się nowy styl życia. Ludzie dorabiają się. Ale człowiek nie czuje się bogaty, póki nie kupi tego, co według niego kupiłaby osoba bogata. Z czasem przedmiot, na który wydaliśmy dużo pieniędzy, nabiera dla nas cech magicznych. Sami będziemy przekonywać siebie o tym, że wprowadził rewolucję w naszym życiu. Tu mamy do czynienia z niebiańskim urządzeniem „Tęcza”, które robi dla nas wszystko, a lada chwila przemówi. 

 

Ale narazi cię na opory moralne 


Prezenterzy odkurzacza Rainbow spotykają się co jakiś czas na ogólnokrajowych mityngach. 
- Można dobrze zjeść i posłuchać, jak inni przekonują klientów. Słyszałem, jak ktoś opowiadał, że amerykańscy astronauci używali węża od Rainbow jako przewodu tlenowego. Podobno to chwyciło - wspomina były prezenter. 
Zrezygnował jednak ze sprzedawania odkurzaczy, bo „zaczął mieć opory moralne”. 
- Rainbow to naprawdę bezkonkurencyjne urządzenie. Ale stało się zbyt drogie. Cena wzrosła do siedmiu tysięcy złotych. Trzeba stanąć na głowie, aby pokonać opór klienta! - mówi. 
Pozostał prezenterem, ale przerzucił się na inne odkurzacze. Też amerykańskie, ale tańsze. 

<CS_ADHUB>

POLITYKA PRYWATNOŚĆI

REPORTAŻE