POLANA Z SATELITY
Michał Matys
Generał Hermaszewski od trzech lat produkuje musztardę, ketchup i sałatki. - Ale najlepiej robi nalewkę z wiśni - mówi Jadwiga Działkowska ze spółki Amedo.
(reportaż ukazał się w „Gazecie Wyborczej”, 7 grudnia 1995; znalazł się również w książce „Niepowtarzalny urok likwidacji”, wydanej w 2018 roku)
Swoje 120-hektarowe gospodarstwo w Piotrkowskiem generał Władysław Hermaszewski wypatrzył z powietrza. Jako pilot testował odrzutowe MiG-i. Zobaczył olbrzymią kwadratową polanę w lesie jodłowym nad Zalewem Sulejowskim na Pilicy.
- Pomyślałem sobie, jak prowadzić gospodarstwo, to tu albo nigdzie - mówi.
Polanę widać nie tylko z samolotu, ale i z satelity. Młodszy brat Władysława - Mirosław Hermaszewski, też generał, pierwszy i jedyny dotąd polski kosmonauta, zdobył dla niego zdjęcia tej części kraju z kosmosu.
- Ale nie ze swojego lotu! - zastrzega Władysław. - Dla Rosjan wszystko to tajemnica. Brat załatwił zdjęcia od Amerykanów.
Trzy lata temu, już na emeryturze, Władysław Hermaszewski kupił połowę upatrzonej polany. Dziś hoduje tam stado bydła i buduje mleczarnię.
W sąsiednim województwie - skierniewickim - zabrał się też za produkcję musztardy, ketchupu i sałatek w Rogowie.
120 hektarów dla rekreacji
Gospodarstwo wyraźnie widać z góry, ale lądem niełatwo do niego trafić. Generał tłumaczy mi zwięźle, jak tam dojechać: - Z trasy katowickiej skręci pan w lewo na 102. kilometrze i siódmym słupku drogowym - mówi przez telefon.
- Potem przez las.
Gospodarstwo leży przy szosie, która przecina polanę. Po drugiej stronie kilkanaście niepozornych chałupin, które tworzą wieś Koło. Sam generał mieszka z żoną kilka kilometrów dalej, we Włodzimierzowie - ich willę odnajduję w szeregu domków letniskowych.
Władysław Hermaszewski ma 67 lat, ale wygląda, jakby miał co najmniej o dziesięć lat mniej. Jest uderzająco podobny do Mirosława, tylko trochę niższy i bardziej krępy. Przyjmuje mnie w zielonych wojskowych spodniach i zaprasza do gabinetu.
- Zająłem się rolnictwem, bo ciągnie mnie do korzeni - generał pochodzi z Wołynia. Przed wojną jego rodzina miała majątek w Lipnikach koło Bereznego.
- Zawsze marzyłem, że na emeryturze będę miał kawałek ziemi dla rekreacji. Ale zmieniły się czasy i można było kupić więcej - dodaje generał.
W 1992 r. od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa kupił na przetargu 120 hektarów po zlikwidowanej Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Kole.
Podwójny pech
Władysław Hermaszewski po szkole w Dęblinie został pilotem. W 1966 r. skończył Akademię Sztabu Generalnego ZSRR. Generałem został sześć lat później. Miał wtedy 44 lata i był najmłodszym generałem w PRL.
Uchodził za eksperta od lotnictwa myśliwskiego. Od 1962 r. przez dziesięć lat był szefem lotnictwa Wojsk Obrony Powietrznej Kraju. Potem dowódcą korpusów WOPK - kolejno w Bydgoszczy i Warszawie.
W marcu 1982 r. ówczesny minister obrony gen. Florian Siwicki zakomunikował mu, że ma zostać prezesem Aeroklubu PRL.
- Odsunęli mnie na boczny tor, bo uznali za spalonego - nie kryje goryczy Hermaszewski. - Między innymi za to, że moim sąsiadem, jeszcze gdy mieszkałem w Warszawie, był pułkownik Ryszard Kukliński. Przyjaźniłem się z nim i razem budowałem segment. Ale nie miałem pojęcia, że jest agentem amerykańskiego wywiadu i uprzedzi USA o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego - zastrzega.
Generał jest przekonany, że gdyby jego młodszy brat nie był kosmonautą i nie przebywał akurat na studiach w Moskwie, też "wyleciałby za Kuklińskiego". Co prawda Mirosław został członkiem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, ale tylko dlatego, że "Rada potrzebowała kilku osób do dekoracji".
Władysław chwali się, że jako prezes Aeroklubu ma na koncie sukcesy polskich lotników. Zdobywali wówczas tytuły mistrzów Europy i świata w lataniu precyzyjnym oraz rajdowo-nawigacyjnym.
Generał znów miał pecha. W 1987 r. pilot-instruktor z Elbląga przeleciał zachodnią granicę kraju szkolnym samolotem. Wylądował na lotnisku Tempelhof w Berlinie, gdzie poprosił o azyl. Prezes Aeroklubu PRL Władysław Hermaszewski natychmiast został wezwany do Ministerstwa Obrony Narodowej, gdzie nakazano mu dymisję, bo "karygodnie zaniedbał działalność wychowawczą".
Rok później przeniesiono go do rezerwy.
Na bocznym torze
- Z emerytury nie uskładałbym na gospodarstwo - przyznaje generał. - Nie ukrywam, że miałem profity, bo po przeniesieniu do rezerwy posadę zaproponowała mi szwedzka firma produkująca materiały budowlane.
Władysław Hermaszewski został dyrektorem przedstawicielstwa Szwedów na Polskę. Generał uważa jednak, że bycia menedżerem nauczył się w Aeroklubie, dla którego stale musiał szukać sponsorów.
- Potrafiłem się odnaleźć na bocznym torze - twierdzi. - Jako prezes podróżowałem na Zachód. Ale nie fascynowałem się wystawami sklepowymi. Zawierałem znajomości i poznawałem mechanizmy gospodarki. To wszystko przydało się po odejściu ze służby.
Dziś poza branżą rolno-spożywczą generał ma własną firmę budowlaną w Lublinie. Buduje domy w całej Polsce. Zatrudnia 200 osób i ma roczne przychody rzędu 100 mld starych złotych.
Na lotnisku w Piotrkowie stoi w hangarze jego prywatny samolot PZL 110 "Koliber", którym lata do Lublina.
Generalskie stado
Najważniejszy budynek w gospodarstwie Hermaszewskiego w Kole to olbrzymia obora. Generał z dumą pokazuje swoje stado bydła - jasnobrązowe, małe krówki.
- To dżerseje. W Polsce są tylko trzy takie stada - wyjaśnia.
Nazwa rasy pochodzi od Jersey, jednej z Wysp Normandzkich. Dżerseje słyną przede wszystkim z dużej zawartości tłuszczu w mleku. O wiele większej niż najpopularniejsze w Polsce czarno-białe krowy rasy holenderskiej.
- Moja rekordzistka miała w mleku 9,74 proc. tłuszczu. To dwa razy więcej niż średnia u holenderek - chwali się generał.
Gdy zaczynał hodowlę, kupił 25 zacielonych jałówek po 800 dolarów za sztukę. Liczba już prawie się podwoiła. Ale generał wybudował w oborze stanowiska na 104 sztuki. Dlatego na razie krowy stoją w zagrodach tylko po prawej stronie hali. Lewa jest pusta.
Każda jałówka ma nad głową tabliczkę ze swoim imieniem, np. "Janka" czy "Brzózka", imieniem byka-ojca, np. "Bongo", numerem i datą urodzenia.
- Ta hodowla to innowacja w Polsce. Nie wiadomo, czy się sprawdzi, bo krowy tej rasy dają mniej mleka, choć o wysokiej zawartości tłuszczu - mówi Zbigniew Zarzycki, burmistrz miasta i gminy Sulejów, na której terenie generał Hermaszewski ma gospodarstwo.
Łagodna, ostra i chrzanowa
- O wojskowych miałam wyobrażenie trochę jak o Szwejkach. Ale generał okazał się całkiem inny - mówi Jadwiga Działkowska, współudziałowiec spółki Amedo w Rogowie. Władysław Hermaszewski jest prezesem tej firmy i jednym z jej trzech wspólników.
Główny produkt Amedo to musztarda. Spółka sprzedaje ją jako surowiec do produkcji majonezu. Rocznie ok. 800 ton. Kupują wielkie przetwórnie, m.in. kaliskie Winiary.
Natomiast część musztardy przyprawia Amedo i pakuje w słoiki z trzema rodzajami etykiet: łagodna, ostra i chrzanowa. Generał i wspólnicy produkują także ketchup i sałatki z warzyw. Można je znaleźć w sklepach i pizzeriach w Warszawie i Łodzi.
Receptury wymyślają głównie Działkowska i Hermaszewski. Jadwiga Działkowska ma doświadczenie, bo pracowała kiedyś w przetwórni warzyw, a generał Hermaszewski - zmysł kulinarny.
- Najbardziej udała się nam sałatka szwedzka z nie obranych ogórków - zwierza się wspólniczka. - Ale tak naprawdę generał robi najlepiej nalewkę z wiśni - dodaje.
Ze spółdzielni - imperium
Amedo przejęło budynki dawnej Spółdzielni Kółek Rolniczych w Rogowie. Wspólnicy wstawili linię do produkcji musztardy (za ponad 2,5 mld starych złotych) do starego warsztatu mechanicznego. W hangarze, gdzie stały maszyny rolnicze, powstała tłocznia warzyw.
Obecnie w przetwórni warzyw pracuje 15 kobiet. Ale za miesiąc generał ze wspólnikami chcą zwiększyć zatrudnienie do 40 osób. Wpadli na pomysł, aby do budynku, który pozostał po administracji Spółdzielni Kółek Rolniczych, sprowadzić bezdomnych lub niepełnosprawnych.
- Damy ludziom pracę i mieszkanie, a nam będzie się opłacało, bo dostaniemy na nich pieniądze z opieki społecznej - tłumaczy Jadwiga Działkowska.
Siedzibą "spożywczego imperium" generała ma jednak pozostać gospodarstwo w Kole. Hermaszewski obok obory zaczął budowę minimleczarni. Będzie gotowa w przyszłym roku. Generał zamierza przetwarzać mleko i pakować je do kartonów. Ruszy też produkcja jogurtów, a może i serów.
- Podglądałem małe, rodzinne przetwórnie we Francji i Szwajcarii, które słyną z serów. Nie może mi się nie udać - wierzy generał.
Na razie wciąż dokłada do gospodarstwa, ale chwali się, że kredytu nie brał.
- Ta spółdzielnia to była ruina. Pan Hermaszewski zrobił z niej największe gospodarstwo w gminie - cieszy się sekretarz sulejowskiej gminy Krystyna Koźlik.
W dawnej spółdzielni pracowało 27 osób, gospodarstwo Hermaszewskiego zatrudnia dziś tylko trzech stałych pracowników.
Hodowca i myśliwy
Zbigniew Zarzycki, burmistrz Sulejowa, jest sąsiadem Hermaszewskiego. Zarzycki, z zamiłowania przyrodnik, hoduje jelenie. Zabrał się za rolnictwo, ale wcześniej podobnie jak generał robił co innego - prawie 20 lat pracował w fabryce transformatorów w Łodzi.
Burmistrz przejął gospodarstwo w Kole po dziadkach. Chciał je poszerzyć i konkurował z Hermaszewskim w tym samym przetargu na ziemię rolniczej spółdzielni. Generał go jednak przelicytował.
- Nie miałem się co równać. Pan Hermaszewski ma pieniądze, bo prowadzi interesy w całym kraju. Na gospodarstwie bywa raz, dwa razy w tygodniu - uważa Zarzycki.
Władysław Hermaszewski zapowiada, że za dwa, trzy lata na swojej ziemi zbuduje coś na kształt dziewiętnastowiecznego dworku. Ma on powstać kilkaset metrów od gospodarstwa, na górce pod lasem.
- Byle nie za blisko obory - mówi generał.
Na razie sieje zboża na paszę dla stada dżersejów. Tuż za gospodarstwem ma również staw z karpiami.
Pod lasem poustawiał drewniane ambony do polowania na zwierzynę, bo z zamiłowania jest myśliwym. W domu na ścianie wisi imponująca kolekcja jelenich poroży.
- Teraz przynajmniej mogę sobie od czasu do czasu coś ustrzelić na własnym polu - żartuje.
Zaprzecza jednak, że na polowaniach załatwia także interesy: - Kiedyś tak było, ale teraz są już inne czasy.
- Wojsko brutalnie mnie potraktowało. Dlatego nie utrzymuję kontaktów z moim dawnym środowiskiem - dodaje Hermaszewski. - Polityka w ogóle mnie nie interesuje. Wystarczy mi satysfakcja, że jestem jedynym czynnym generałem na emeryturze.
Gdy odjeżdżam, woła za mną: - A w przyszłym roku zapraszam na mleko.
<CS_ADHUB>
POLITYKA PRYWATNOŚĆI
REPORTAŻE