NIEMIEC, KTÓRY ZBUDOWAŁ ŁÓDŹ
Michał Matys
Należała do niego jedna siódma powierzchni Łodzi. Nawet w Anglii, gdzie rozpoczęła się rewolucja przemysłowa nie powstały takie kolosy, jak fabryka Karola Scheiblera
(reportaż ukazał się w „Gazecie Wyborczej” – magazynie „Ale Historia”, 22 lipca 2013)
Dom wyglądał jak kurna chata. Był murowany, ale miał bielone wapnem ściany i wysoki dach. Stał obok neogotyckiej katedry z żółtej cegły - w środku miasta przy Piotrkowskiej 263. Była w nim księgarnia, która należała do łódzkiego arcybiskupa.
W 1996 roku, urzędnicy z kurii arcybiskupa postanowili zburzyć dom i wybudować na jego miejscu inny, ładniejszy. Zaprotestowało kilku miejscowych architektów, ale poza nimi nikt się nie przejął. Większość mieszkańców nie pamiętała, że w starym domu zaczęła się zawrotna kariera Karola Scheiblera - w XIX wieku jednego z najbogatszych Europejczyków, który rozpoczął rewolucję przemysłową we wschodniej części kontynentu.
Przyjechał do Łodzi jak wielu innych Niemców zwabiony szansą kariery i wielkich pieniędzy. Zamieszkał w domu przy Piotrkowskiej. W ciągu dwudziestu kilku lat stworzył gigantyczną fabrykę, która produkowała miliony metrów tkanin bawełnianych dla Imperium Carskiego. Uchodziła za największą w Europie. Zbudowana z czerwonej cegły, przypominała średniowieczne fortyfikacje – miała wewnętrzne ulice, domy dla robotników, szpitale i szkoły dla dzieci. Stała się prawdziwym miastem w mieście. Nawet w Anglii, gdzie rozpoczęła się rewolucja przemysłowa nie powstały takie kolosy.
Budowniczy fabryki Karol Scheibler został okrzyknięty „królem bawełny“ i przeprowadził się do pałacu w jej pobliżu. Ale nawet wtedy domu przy Piotrkowskiej nie sprzedał.
Kominogród w puszczy
Wszystko zaczęło się w 1820 roku. Rajmund Hiacynt Rembieliński herbu Lubicz, były pułkownik z Powstania Kościuszkowskiego, a potem intendent wojsk napoleońskich, jechał traktem z Łęczycy do Piotrkowa Trybunalskiego. W okrojonym Królestwie Polskim, które znalazło się pod zaborem rosyjskim, zaangażował się w rozwijanie gospodarki.
Rembieliński zatrzymał się przy trakcie. Zobaczył kilka chałup, las i małą rzeczkę. Wyjął kajet i zapisał: „Okolica górzysta i po większej części piaszczysta, na pierwszy rzut oka dzikiej jeszcze natury robiąca wrażenie. Położenie miasta Łodzi jest na osiedlenie fabrykantów usposobionym“.
W ten sposób Rembieliński, piastujący wówczas stanowisko prezesa państwowej Komisji Województwa Mazowieckiego, zadecydował o tym, że niewielka rolnicza mieścina stała się osadą fabryczną. Zamierzał ściągnąć do niej tkaczy, którzy rozwiną włókiennictwo.
Wzdłuż traktu kazał wytyczyć działki. Dostawali je ci, którzy udowodnili, że posiadają umiejętność tkania. Trakt prowadził do Piotrkowa, został więc nazwany ulicą Piotrkowską. Osadnicy szybko napływali i budowali domy z warsztatami. Od frontu powstawały sklepy i magazyny, a od zaplecza wyrastały fabryki.
Rembieliński, człowiek uczony, wiedział, że włókiennictwo będzie motorem rozwoju gospodarki. U schyłku XVIII wieku siłę ludzkich rąk zastąpiła maszyna parowa. Zaczęła się ona rozpowszechniać w warsztatach włókienniczych w Anglii, a potem w innych krajach na zachodzie Europy. Historycy nazwali to później rewolucją przemysłową.
Rembieliński postawił sobie za cel ściągnąć fabrykantów, którzy przeprowadziliby taką rewolucję w Królestwie Polskim. Fabrykanci potrzebowali wody – niewielkich strumieni, do których każdy miałby dostęp. Potrzebowali także drewna i gliny na cegły, z których mogliby budować fabryki i domy. Najlepsza wydawała się puszcza między Łęczycą a Piotrkowem.
Rembieliński osobiście zaangażował się w sprowadzanie osadników z pobliskiej Wielkopolski i Prus oraz z dalej położonych Dolnego Śląska, Czech i Saksonii. Sprowadził fabrykanta, który w 1839 roku uruchomił pierwszą maszynę parową do produkcji włókienniczej w Królestwie Polskim. Nazywał się Ludwik Geyer i pochodził z Saksonii. Aby użyć maszyny parowej, musiał postawić wielki komin. Inni fabrykanci zaczęli go naśladować i w Łodzi zaroiło się od kominów. Z tego powodu poeta Julian Tuwim nazwał miasto „Kominogrodem“.
Kuzyn Goethego w Ozorkowie
Karol Wilhelm Scheibler przybył do Łodzi w 1854 roku – wydawało się, że zbyt późno, aby konkurować z tymi, którzy przyjechali wcześniej. Ale miał przewagę - lepiej od innych znał się na maszynach włókienniczych oraz posiadał liczną, dobrze ustosunkowaną rodzinę w całej Europie.
Włókiennictwa uczył się w Belgii, gdzie postęp techniczny przebiegał szybciej niż w Królestwie Polskim.
- Proste, małe maszyny parowe zaczęto zastępować coraz większymi i nowocześniejszymi. Dzięki temu ruszyła produkcja wielkoprzemysłowa – mówi profesor Kazimierz Badziak, historyk z Uniwersytetu Łódzkiego.
Karol szczycił się szlachetnym pochodzeniem - łączyło go pokrewieństwo z malarzem Lucasem Cranachem Starszym i poetą Johannem Wolfgangiem Goethem. Pochodził z Monschau w Nadrenii Północnej Westfalii w Niemczech, przy granicy z Belgią. Ale za jego czasów miasteczko nosiło francuską nazwę Montjoie („Góra chwały“) – od legendarnego proporca bojowego cesarza Karola Wielkiego, który rezydował w pobliskim Akwizgranie.
Jan Karol Wilhelm Scheibler – ojciec Karola - założył tam warsztat tkacki, który rozrósł się do fabryki tkanin wełnianych. Karol urodził się w 1820 roku. Był najstarszym z dziesięciorga rodzeństwa. Ojciec wysłał go na naukę do wuja, który posiadał zakład w Belgii. Osiemnastoletni Karol dostał posadę dyrektora przędzalni.
Rok później przeniósł się do fabryki maszyn włókienniczych w Liege, założonej przez Brytyjczyka Williama Cockerilla, z którym była spowinowacona matka Karola. Fabryka była jedną z najnowocześniejszych na kontynencie. Młody Scheibler podróżował jako jej przedstawiciel. Mówił po niemiecku, francusku i angielsku. Posiadał podwójne obywatelstwo: belgijskie i niemieckie.
Gdy w 1848 w Cesarstwie Austriackim wybuchła Wiosna Ludów, Karol sprzedawał maszyny pod Wiedniem. Wyjechał do Królestwa Polskiego, w którym miał kolejnego wuja. Nazywał się Fryderyk Schloesser i był właścicielem fabryki tkanin bawełnianych w Ozorkowie koło Łodzi. Wuj zmarł kilka miesięcy po przybyciu Karola. Ale zdążył mianować go jednym z dyrektorów.
Cztery lata później Karol Scheibler wszedł do rodziny Schloesserów. W 1854 roku ożenił się z Anną Werner, 19-letnią siostrzenicą nieżyjącego wuja i przeniósł do Łodzi. Na początku kupił dom przy ul. Piotrkowskiej.
Ogromny posag Anny - 43 753 ruble - umożliwił Karolowi założenie własnej firmy. Miała to być fabryka maszyn. Ale zdecydował się na zakłady włókiennicze. Wydzierżawił od władz Łodzi tereny w dolinie rzeki Jasień przy Wodnym Rynku (dziś plac Zwycięstwa). Sprowadził najnowocześniejsze maszyny i w 1855 roku uruchomił największą w Łodzi i pierwszą w Królestwie Polskim całkowicie zmechanizowaną przędzalnię bawełny.
Pomogła mu wojna w Ameryce
Scheibler miał nosa do biznesu i przysłowiowy łut szczęścia. Zbił fortunę, bo wkrótce po uruchomieniu fabryki zgromadził ogromny zapas włókien bawełnianych – podstawowego surowca do produkcji tkanin. Gdy w 1861 roku w USA wybuchła wojna secesyjna, zablokowała dostawy włókien do Europy. W Łodzi zaczął się „głód bawełniany“. Warsztaty i fabryki nie miały z czego produkować i bankrutowały. Scheibler odsprzedawał włókna innym fabrykantom z kilkukrotnym przebiciem. Dzięki temu zyskał pieniądze na rozbudowę fabryki.
Wstrzelił się doskonale, bo w Imperium Carskim nastała hossa na tkaniny z Łodzi. Na skutek przegranej wojny z Turcją i zachodnimi mocarstwami (tzw. wojna krymska 1953-56) car miał pustą kasę. Musiał drukować ruble i wywołał inflację – oznaczała popyt na wszystkie towary. Zmechanizowana fabryka Scheiblera mogła produkować coraz szybciej i więcej. Stała się maszynką do robienia pieniędzy.
Scheiblerowi sprzyjało to, że w tym czasie zaczęła się rozwijać kolej. W 1865 roku sam zaangażował się w jej rozbudowę. Zachęcił kilku przedsiębiorców, aby razem z nim połączyli Łódź z linią kolejową do Rosji. Trzeba było ułożyć 27 km torów do stacji w Koluszkach. Podkłady i szyny dowożono furmankami. Mimo to padł rekord szybkości budowy - zakończono ją w dwa i pół miesiąca! Do fabryki Scheibler poprowadził osobną bocznicę kolejową i zaczął wysyłać tkaniny wagonami.
U schyłku życia zgromadził ogromny majątek -14,2 mln rubli. W Królestwie Polskim bogatszy był tylko finansista Leopold Kronenberg, który założył Bank Handlowy w Warszawie – miał 20 mln rubli.
Miasto króla Karola
Ogromne bokobrody, wysokie czoło, duży podbródek i okrągła twarz. Surowy wzrok skierowany w dal. Tak prezentuje się Scheibler na rycinach i fotografiach. Władysław Reymont w „Ziemi obiecanej” stworzył wzorowaną na nim postać fabrykanta Hermana Bucholca, który pławił się w przepychu i do krwi okładał laską lokaja - wołając na niego „Kundel”. Fabrykant budził postrach wśród robotników: „chodził jak noc jesienna ponury i milczący; gdzie się tylko zjawił, gdzie przeszedł, rozmowy milkły, twarze się pochylały, oczy przestawały widzieć, postacie się zginały i kurczyły, jakby chcąc ujść spod promienia jego oczów“. Ale czy tak było naprawdę?
„Dziennik Łódzki” w 1886 roku pisał, że Scheibler „przychodził do fabryki z robotnicami o godzinie piątej i pozostawał do późnego wieczoru (…) ani jedna kopiejka nie była wydana bez jego wiedzy, ani kawałeczek wyrobionej tkaniny, którego nie obejrzał, nie odszedł na skład”.
Nikogo nie okładał kijem. Wybudował za to domy dla pracowników i ich rodzin – łącznie dla 6 tysięcy ludzi! Sława osiedla w Łodzi dotarła do stolicy Imperium Carskiego. „Wiadomości Petersburskie” informowały, że to „olbrzymie miasto ceglane najzupełniej prawidłowo rozłożone i utrzymane w jak największej czystości, w którym przeprowadzono ulice równe, pięknie wybrukowane i dobrze oświetlone i założono w wielu miejscach skwery”.
Osiedle sąsiadowało z ogromną przędzalnią z czerwonej cegły - największym budynkiem w Łodzi. Była długa na 207 metrów, miała cztery kondygnacje oraz ośmiokątne wieże na rożnikach - jak w średniowiecznym zamku.
Przędzalnia i osiedle powstały na południe od pierwszego budynku fabryki przy Wodnym Rynku - w dolinie rzeki Jasień. W przeszłości działał tam wodny młyn, zbudowany przez miejscowego plebana. Dlatego tereny te nazywano „Księży Młyn” lub po niemiecku „Pfaffendorf”. W 1870 roku odkupił je Karol Scheibler i zaczął budować swoje „miasto”.
Wzorował się na osiedlach robotniczych, które widział w Anglii, gdy podróżował jako przedstawiciel belgijskiej fabryki maszyn. To, które zbudował w Łodzi, było jednak większe i nowocześniejsze. Powstało wszystko, co konieczne do życia: szpital dla robotników - do dzisiaj jeden z największych w Łodzi, sklep, który pełnił rolę supermarketu i szkoła z największą w Królestwie Polskim biblioteką i czytelnią dla pracowników i ich dzieci.
Były też: remiza strażacka, klub sportowy ze stadionem i sala taneczna, przy której działała orkiestra dęta i amatorski teatr robotniczy. Występowały w parku miejskim „Kwela” - od niemieckiego „Quelle” – źródło. Po polsku nazywano go Źródliska” – od źródeł tryskających w lesie. Park w połowie należał do Scheiblera. Toczyło się w nim życie towarzyskie – ludzie przychodzili na spacery i występy.
Na wschód od parku fabrykant kupił folwark. Rozciągał się do granic miasta i produkował żywność dla robotników.
Łącznie do „królestwa Scheiblera” należało 500 hektarów – 1/7 powierzchni Łodzi. On sam mieszkał w jego centrum – w domu, do którego przeprowadził się z ul. Piotrkowskiej. Z czasem dobudował w nim piętro i wieżę z tarasem widokowym. Ale jak na wielkiego bogacza nie była to okazała rezydencja. Być może skromność nakazywała mu religia – był ewangelikiem. Przebudowę w neorenesansowy pałac nakazała Anna Scheibler, żona Karola, dopiero po jego śmierci w 1881 roku. Obecnie znajduje się w nim Muzeum Kinematografii.
Niemka, która lubiła Sienkiewicza
Anna Werner, za której pieniądze Karol Scheibler uruchomił fabrykę, była kobietą surowej urody i obyczajów. Okrągłe policzki, wydatny nos, męskie rysy twarzy – tak wygląda na fotografiach. Ubrana w szczelnie zakrywającą ciało suknię, której jedyną ozdobą były koronki. Na głowie czepek lub ciemny szal.
Była religijna. Za jej namową rodzina Scheiblerów współfinansowała budowę sześciu łódzkich kościołów – w tym katolickiej katedry i ewangelicko-augsburskiej świątyni św. Mateusza przy ul. Piotrkowskiej (sam Scheibler dotował też budowę synagogi i prawosławnej cerkwi).
Uchodziła za dobrą żonę. Urodziła Karolowi trzy córki i czterech synów. Po jego śmierci wystawiła mu na cmentarzu ewangelickim ogromną neogotycką kaplicę – mauzoleum.
Przeżyła go o 40 lat - zmarła w wieku 86 lat w 1921 roku. Do tego czasu była najbogatszą i najbardziej wpływową kobietą w Łodzi - odziedziczyła po mężu największy pakiet akcji zakładów. Dużo inwestowała. W Blumenrode (dziś Kwietno koło Środy Śląskiej) wybudowała rodzinną rezydencję - bajkowy pałac z wieżyczkami i wykuszami. W Warszawie przy ul. Trębackiej 4, obok Krakowskiego Przedmieścia, wystawiła reprezentacyjną kamienicę ze składem tkanin. Dziś ma tam siedzibę Krajowa Izba Gospodarcza.
Wdowa po Karolu zasłynęła z akcji charytatywnych. Sponsorowała Łódzkie Chrześcijańskie Towarzystwo Dobroczynności, które wybudowało Przytułek dla Starców i Kalek – monumentalny trzypiętrowy gmach w stylu neoromańskim. Obecnie należy do Uniwersytetu Medycznego (ul. Narutowicza 60), a takiej powierzchni nie ma żaden dom opieki społecznej!
Na życzenie zmarłego męża dała też pieniądze na budowę gmachu jednego z pierwszych gimnazjów w mieście (dziś III LO).
Anna Scheibler musiała się czuć w równym stopniu Niemką i Polką. Mówiła po polsku i uczyła tego języka dzieci. Interesowała się polską literaturą – w 1901 i 1904 roku gościła Henryka Sienkiewicza.
Szaja kontra Bucholc
Reymont w „Ziemi obiecanej” opisywał bezwzględną rywalizację łódzkich fabrykantów. Największym rywalem i wrogiem Niemca Karola Scheiblera (książkowego Hermana Bucholca) miał być Żyd Izrael Poznański (występujący jako Szaja Mendelsohn). W powieści Poznański „żył chimeryczną nadzieją”, że prześcignie Scheiblera i „zostanie królem Łodzi”.
Nie udało mu się za życia. Dopiero na krótko przed wybuchem I wojny światowej obie fabryki zatrudniały zbliżoną liczbę robotników. U Scheiblerów pracowało – 7500 ludzi, u Poznańskich – 7300.
Ale Reymont wpuścił czytelników w maliny. Z pewnością Poznański i Scheibler konkurowali. Przede wszystkim jednak zgodnie współpracowali. Gdy Scheibler otworzył przędzalnię, Poznański został jego agentem handlowym i sprzedawał mu przędzę. Potem na wystawach w Rosji budowali obok siebie pawilony handlowe. Wspólnie założyli Towarzystwo Kredytowe Miejskie w Łodzi, które finansowało budowy w mieście.
Rywalizowali o prestiż. Gdy Poznański dał 30 tysięcy rubli na budowę Politechniki Warszawskiej, Scheibler koniecznie chciał go przelicytować i wyłożył 36 tysięcy.
Po śmierci Scheiblera obie firmy walczyły ramię w ramię w „wojnie Łodzi z Moskwą“. Tak historycy nazwali spór handlowy pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku. Przedsiębiorcy z Rosji wystraszyli się tanich tkanin z Łodzi. Nie mogli sprostać konkurencji i zwrócili się o pomoc do cara.
- Przekonywali go, że Łódź rozwija się dzięki Niemcom i że to oni stoją za ekspansją łódzkich tkanin do Rosji. Argument trafił na podatny grunt, bo Rosja rywalizowała z rosnącym w siłę niemieckim państwem – mówi prof. Kazimierz Badziak z Uniwersytetu Łódzkiego.
Car próbował zahamować rozwój Łodzi. Podwyższył opłaty kolejowe na wwóz tkanin w głąb Rosji. Scheiblerowie i Poznańscy - Niemcy i Żydzi znaleźli się po jednej stronie przeciwko wrogiemu lobby w Moskwie. Obronili się, bo jeszcze bardziej obniżyli koszty.
Polacy czy Niemcy?
Karol Scheibler zmarł 13 kwietnia 1881 roku. Miał 61 lat, ale lata ciężkiej pracy zrobiły swoje. Przed śmiercią przekształcił swoją fabrykę w rodzinną spółkę akcyjną.
Zarząd nad nią przejął Edward Herbst. Absolwent Szkoły Handlowej w Warszawie, pracował w fabryce od 12 lat i zyskał sympatię Karola. Ożenił się z jego najstarszą córką Matyldą Zofią. Zamieszkali w willi obok osiedla robotników. Po śmierci dziesięcioletniej córki Anny Marii wybudowali pierwszy na ziemiach polskich szpital pediatryczny (istnieje do dzisiaj).
Herbst, Niemiec urodzony w Radomiu, czuł się w połowie Polakiem. Sponsorował dwie popularne gazety: niemiecką „Lodzer Zeitung” i polski „Dziennik Łódzki”. Wspólnie z Scheiblerami stworzył jedną z największych grup finansowych w Królestwie Polskim. Przejęła ona udziały w zakładach włókienniczych w Ozorkowie, Żyrardowie i Białymstoku. Inwestowała w cukrownie pod Łodzią i na Ukrainie, hutę w Ostrowcu Świętokrzyskim, a nawet w kopalnie węgla w Zagłębiu Dąbrowskim.
Wdowa po Karolu Scheiblerze i Edward Herbst współfinansowali budowę linii kolejowej łączącej Zagłębie Dąbrowskie i Kielecczyznę z Rosją – jej częścią jest Linia Hutnicza Szerokotorowa.
Gdy umierał Karol Scheibler, jego najstarszy syn Karol Wilhelm II junior miał 19 lat. Wyjechał na studia do Szwajcarii. Po powrocie zaangażował się w budowę sieci elektrycznych tramwajów – pierwszej w Królestwie Polskim. Zamieszkał w neorenesansowym pałacu w przy ul. Piotrkowskiej 266/268 - naprzeciwko chaty, która w Łodzi była pierwszym domem jego ojca.
Fabryka prosperowała aż do wybuchu I wojny światowej. Potem nie odzyskała już świetności. W 1919 roku wybuchła wojna polsko-rosyjska. Gdy Rosja Radziecka ją przegrała, zamknęła granice przed towarami z Polski. Widmo bankructwa stanęło przed wszystkimi zakładami w Łodzi, które powstały dzięki handlu ze Wschodem. Scheiblerowie w1921 roku dokonali połączenia z konkurencyjną fabryką, należącą do rodziny Grohmanów. Dogadali się, bo żoną Karola Wilhelma II Scheiblera juniora była Anna, córka Ludwika Grohmana, założyciela fabryki.
Ale to nie pomogło, bo w 1929 roku na świecie wybuchł Wielki Kryzys. Minister przemysłu Eugeniusz Kwiatkowski zadecydował o udzieleniu fabryce pomocy. Argumentował, że bankructwo oznaczałoby „8000 robotników wraz z rodzinami bez pracy”. Państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego udzielił fabryce 2,5 mln dolarów pożyczki. W zamian przejął nad nią kontrolę.
W czasie II wojny światowej hitlerowcy nie mieli zaufania do Scheiblerów. Uważali, że są spolonizowani. Ich fabrykę przekazali koncernowi Kruppa. Z kolei władze PRL uważały ich za Niemców i znacjonalizowały wszystko co do nich należało. Scheiblerowie nie mieli po co wracać do Łodzi.
***
W reportażu wykorzystano fragmenty książek:
- „Księży Młyn” Doroty Berbelskiej, Stefana Pytlasa, Jana Salma i Agaty Zielińskiej,
- „Atlas architektury dawnej Łodzi” Krzysztofa Stefańskiego,
- „Rody fabrykanckie” Leszka Skrzydło,
- „Łódzka fabryka marzeń” Michała Matysa.
<CS_ADHUB>
POLITYKA PRYWATNOŚĆI
REPORTAŻE